Sesja z tą dwójką zapadła mi w pamięć na długo. Po zimowej przerwie i wiosennym lockdownie w ubiegłym roku byłam mocno stęskniona za kontaktem z ludźmi, za trzymaniem aparatu i łapaniem chwil w kadrach. Siedzenie w domu sprzyjało za to oglądaniu webinarów, przerabianiu szkoleń, ebooków i oglądaniu transmisji live na Instagramie u innych fotografów.
Ależ to był owocny czas! Właśnie wtedy czytałam dużo o storytellingu i opowiadaniu historii kadrami. Chciałam, by moje zdjęcia nie były zlepkiem ładnych portretów z rozmytym tłem, ale by kadry były ze sobą spójne i by ciekawie się je oglądało. I właśnie na sesji Anety i Andrzeja próbowałam pierwszych kroków w takim działaniu.
Spacerowaliśmy spokojnie po urokliwym Poleskim Parku Narodowym, nigdzie nam się nie spieszyło, pogoda nam sprzyjała, a ja fotografowałam ich miłość, spojrzenia i czułe gesty. Pamiętam, że zrobiłam wtedy tak okrutnie dużo zdjęć, że nie mogłam wygrzebać się z selekcji. Z samej sesji wyszło wtedy ponad 100 zdjęć, ale tak dobrze mi się ich fotografowało, że nie mogłam przestać. :) Na koniec zatrzymaliśmy się na przydrożnym polu rzepaku, by złapać ostatnie promienie zachodzącego słońca.
Nie skłamię, jeśli napiszę, że chciałabym robić tylko takie niespieszne sesje. Wychodzi różnie - wiadomo. Czasami działamy szybko, bo wisi nad nami chmura i zaczyna padać. Czasami chcę Wam dać do wyboru dużo różnorodnych zdjęć, więc robimy więcej ujęć pozowanych, niż "spacerowych". Po kilkunastu sesjach z ubiegłego roku wiem, że w mniejszych pakietach wolicie dokupić kolejny portret, niż zdjęcie detalu z dłońmi. I to wszystko jest zrozumiałe. Cieszę się jednak, że największe pakiety też są wybierane i wtedy już nic nas nie ogranicza!
A teraz zapraszam Was do obejrzenia historii.



















































































1 komentarz
Świetna sesja, a kadry są naprawdę bardzo ładne i spójne ♥
Prześlij komentarz