W dobie Instagrama i Facebooka mało kto prowadzi jeszcze blogi. Często strony fotografów są jak wizytówka - najpiękniejsze zdjęcia na pierwszej stronie, link do oferty, link do portfolio itd. Sama chciałam mieć taką stronę, jednak jeszcze nie czuję potrzeby, bo mam ciut inne podejście do prezentowania swoich prac.
U mnie nie ma wyselekcjonowanego do cna materiału. Nie pokazuję Wam tylko złotych strzałów - czyli tych top of the top zdjęć, ale widzicie też te nieidealne, czasem źle skadrowane, czasem gdzieś nieostre (chociaż to przy bezlusterkowcach zdarza się już bardzo, bardzo rzadko). Założeniem bloga było m.in. to, że będę dzielić się tu nie tylko zdjęciami z sesji, pogadankami na tematy fotograficzne, ale też pokażę Wam zdjęcia z wycieczek, spacerów, czy z domu. Takich, które nie pasują do feedu instagramowego, a na Facebooka się nie nadają.
I dziś nastąpił ten moment, w którym chcę Wam pokazać kilka zdjęć z naszego ostatniego wypadu do ZOO pod Lublinem, a dokładnie do ZOO w Wojciechowie. Pewnie te zdjęcia zostały by w rodzinnym albumie, ale po wrzuceniu ich na stories dostałam kilkanaście pytań o lokalizację i wrażenia, a kilka mam napisało mi, że wybierze się tam ze swoimi dzieciakami.
















































Brak komentarzy
Prześlij komentarz