Z każdym dniem czuć mocniej wiosnę w powietrzu. Nieśmiało kwitną pierwsze drzewka, na gałęziach widać już pączki, które lada moment wybuchną zielenią. Mam wrażenie, że to kwestia kilku dni i naprawdę wiosna zawita w nasze progi.
A jak wiosna, to i ja budzę się do życia! Na początku swojej fotograficznej drogi bardzo przeżywałam takie zastoje i bezczynność. Teraz doceniam, że po tych ciepłych, intensywnych miesiącach mogę odpocząć. Próbowałam działać kreatywnie w domu, ale nie jest to moja ulubiona forma fotografowania i nie mogę doczekać się kontaktu z Wami na plenerach.
Ostatnie miesiące były dla mnie sprawdzianem. Zaczęłam pracę - najpierw zdalnie w domu, później w biurze. Czasu na fotografowanie było jeszcze mniej, niż na studiach, choć już wtedy wydawało mi się, że wszyscy mają go więcej, niż ja. :) Teraz podziwiam wszystkich, którzy łączą pracę na etacie z fotografią! Ja będę się tego dopiero uczyć, ale ruszam ze zdjęciami już w ten weekend i zamierzam sprawnie działać.
I razem z rozpoczęciem sezonu na plenery chciałabym wrócić do kilku ubiegłorocznych, wiosennych sesji. Dziś pierwsza z nich, którą miałam przyjemność wykonać z Magdą. Na miejsce sesji wybrałyśmy kwitnący sad, a zdjęcia robiłyśmy w godzinach porannych - miało być pochmurno, jednak wyszło słońce i trochę chowałyśmy się w cieniu, a trochę wykorzystałyśmy, że tak mocno świeci o tej porze.











Brak komentarzy
Prześlij komentarz