Pokazanie emocji na zdjęciach jest najpiękniejszym aspektem fotografii. Do tego dążymy. Chcemy pokazywać radość, zakochanie, smutek czy nostalgię. Chcemy, by zdjęcia oddawały nastrój chwili. Żebyśmy mogli w jednym momencie przenieść się do danej sytuacji i spróbować poczuć to, co wtedy się działo. Czasem jednak bywa tak, że czarna puszka ze szklanym okiem stresuje za bardzo. Stresuje tak, że nawet fotograf starający się rozluźnić atmosferę, nie daje rady. Mamy ładne zdjęcia, ale nie kipią z nich emocje. A później spotykam ICH.
Śmieją się do siebie. Mają iskry w oczach. Widać, jak zakochani są w sobie. Widać, że czują się przy sobie bezpiecznie. Widać, że znają swój dotyk. Jak On głaszczę Ją swoją męską dłonią po policzku... To rozpływam się w duchu. ❤️ I dziękuję, że mogę być obserwatorem takich mikro momentów. Że zaprosili mnie do swojego świata, a ja mogę pokazać ich uczucie swoim okiem.
Sesję zrobiliśmy na początku października, kiedy jesień dopiero powolutku pokazywała się na drzewach. Pojechaliśmy do lasu, który na Google Maps miał wyglądać trochę inaczej, a głównym celem był wysoki domek, który chcieliśmy mieć w tle. Jednak na żywo wyglądał ciut inaczej. Pokręciliśmy się dookoła i powstało kilka różnych kadrów (domek też złapaliśmy!). 😊
Zawsze staram się sprawdzić miejsca, w których będę robić zdjęcia. Znaleźć dojazd, sprawdzić kąty padania światła, otoczenie i stworzyć w głowie wizję całej sesji. Jednak czasem jedziemy gdzieś na pełnym spontanie i to też jest super! Można pobudzić swoją wyobraźnię, a często najlepsze pomysły wpadają do głowy w jednej chwili.
Moim planem na rok 2020 było odkrywanie okolicznych miejscówek na zdjęcia. Trochę nie wyszło, kiedy ogłosili pandemię i podróżowanie było ograniczone. Jednak ten cel dalej siedzi mi w głowie i zdecydowanie będzie na podium planów na kolejny rok!
A teraz zapraszam Was do obejrzenia efektów z naszego spotkania.




















Brak komentarzy
Prześlij komentarz