CO U MNIE? | Czyli co się działo, kiedy nie było mnie na blogu



    


Zacznijmy od tego, że ten wpis będzie najprawdopodobniej bardzo chaotyczny… albo zacznijmy od przywitania!
Cześć, jestem Kasia.
Ta, która w ubiegłym roku sumiennie prowadziła bloga, a w tym odłożyła go w kąt i tak sobie biedak leżał i czekał na zainteresowanie.
Ta, która kiedyś nie rozstawała się z aparatem, a przez ostatnie miesiące miała go kilka razy w ręku.


Pamiętacie mnie jeszcze?


Witam więc na nowej odsłonie mojego bloga i zapraszam na listę usprawiedliwień Córki Marnotrawnej!



 STUDIA & INŻYNIERKA


Styczeń. Wiecie – nowy rok, nowa kartka (sama nawet tak pisałam) i plany na 2019. Choć miałam jakieś pojęcie, że może być ciężko, tak w głębi duszy liczyłam, że pociągnę tą moją fotografię dalej na tym samym poziomie. I wyszła klapa.

Styczeń zaczęłam od sesji na studiach, żeby poprawić zaległe egzaminy i móc przystąpić do obrony pracy inżynierskiej. Jedyny problem polegał na tym, że moja praca leżała i kwiczała, bo zamiast ją pisać, ja musiałam zakuwać do egzaminów. I koło się zataczało. W ostatnim momencie udało mi się zdać wszystko i przez ponad tydzień, dniami i nocami dłubałam przy tej inżynierce. I tak złożyłam ją praktycznie po terminie, obroniłam i dostałam się na ostatnie wolne miejsce na magisterce, na którym mi zależało.



MIESZKANIE

Kupiliśmy mieszkanie! Tak właściwie poszukiwania zaczęliśmy w październiku. Po przedyskutowaniu wszystkich plusów i minusów, dziesiątkach maili z biurami deweloperskimi i oglądaniu mieszkań, w grudniu podpisaliśmy wstępną umowę i czekaliśmy na nasze pierwsze własne mieszkanko. Klucze dostaliśmy w marcu, a z poprzedniego mieszkania musieliśmy się wyprowadzić do końca kwietnia. To były najbardziej intensywne miesiące mojego życia! Po pracy i uczelni wsiadaliśmy w samochód i jeździliśmy zapraszać gości na wesele, zaczęliśmy naukę pierwszego tańca, doglądaliśmy ekipy lub śmigaliśmy do sklepów budowlanych po materiały i do później nocy działaliśmy sami z malowaniem ścian i skręcaniem mebli.




Po przeprowadzce w mieszkaniu mieliśmy umeblowaną tylko kuchnię i łazienkę. Wszystko stało w kartonach i torbach na podłodze, a między nimi spaliśmy na materacu na podłodze. Nie mieliśmy nawet drzwi w pokojach! W pewnym momencie sklepy budowlane i meblowe zaczęły mi już wychodzić bokiem. Jednak szczęście i satysfakcja z własnych czterech kątów jest nie do zastąpienia. Choć nie pasjonuje nas wystrój wnętrz, na spokojnie działamy dalej. Została nam tylko garderoba i kilka mebli do kupienia, a potem dodatki i te wszystkie domowe drobiazgi.



 

WIECZÓR PANIEŃSKI

W maju dziewczyny zorganizowały mi wieczór panieński. Było świetnie! Miałam masaż w SPA, a później imprezę. Mieszkanie było pięknie udekorowane, grałyśmy w gry, dostałam prezent w postaci uroczego szlafroczka i box z niezbędnikiem pani domu.



PRZYGOTOWANIA DO ŚLUBU




 Od lutego ruszyliśmy trochę bardziej z przygotowaniami. Zamówiliśmy zaproszenia, a potem je rozwoziliśmy. Szukaliśmy dodatków, zamawialiśmy drobiazgi, ustalaliśmy reguły z naszymi usługodawcami. W międzyczasie – jak wspomniałam – zaczęliśmy chodzić na kurs tańca, a ćwiczyliśmy po północy w podziemnym garażu w naszym bloku, żeby nie kurzyć świeżo-malowanych ścian. Dostaliśmy też zdjęcia z naszej sesji narzeczeńskiej, która odbyła się w październiku. Sporo fotek wrzuciłam już na Instagram! Czerwiec był też bardzo pracowity na uczelni, więc z trudnościami starałam się pogodzić projekty z przygotowaniami.





ŚLUB 

Co tu mówić! Najpiękniejszy dzień w moim życiu. Jarałam się bardziej, niż Bronn swoim zamkiem! Zazdroszczę wszystkim, którzy mają ślub przed sobą, bo ja chętnie powtórzyłabym swój.




NOWA DOMENA

Po zmianie nazwiska (hej, jestem teraz Kurowska!) postanowiłam, że trzeba zmienić wszystkie moje internetowe miejsca i w końcu mogłam wykupić własną domenę na bloga. Zmienił się też jego wygląd. Blog istnieje na tej samej platformie, a w planach mam jeszcze zrobienie strony internetowej. Dałam sobie czas do końca roku, żeby dopracować szczegóły. Na dysku mam zaległe sesje, których jeszcze tu nie widzieliście, więc materiału na wpisy nie zabraknie. Myślę jeszcze nad tym, co chciałabym tu publikować i w jakiej formie. Wszystko wyjdzie w praniu!


 

WARSZTATY FOTOGRAFICZNE

Co to był za dzień! Kiedy jedna z moich ulubionych fotografek – Ania Ulanicka – ogłosiła pierwsze autorskie warsztaty, ja miałam być w podróży poślubnej, żeby w końcu trochę odpocząć. Jednak przypadki (a raczej wypadki) chodzą po ludziach i mój mąż wylądował na miesiąc z nogą w gipsie, więc jakiekolwiek podróże odeszły na dalszy plan.

Chwila zastanowienia i z podekscytowaniem zapisałam się na listę! O warsztatach napiszę w kolejnym wpisie, ale już mogę powiedzieć, że to spotkanie było bardzo inspirujące i wyszłam z nich naładowana pozytywną energią i motywacją do działania.





Co dalej? Będzie się działo!

Planuje wrócić do regularnych publikacji
i pokazać Wam zaległe sesje.
Mam nadzieję, że będziecie chętnie odwiedzać moją stronę.

Buziaki!